To miały być trzy
spokojne dni... Od 8.30 do 15.00 miałam odpoczywać, robić tylko to, na co mam
ochotę... Darek poleciał do Polski, Kamil w szkole, więc ten czas miał być
tylko dla mnie, już nie pamiętam, kiedy ostatnio miałam taki urlop... Niestety
już od rana pojawiły się kłopoty. Włączyłam kuchenkę, żeby usmażyć sobie
jajecznicę na śniadanie, a po chwili usłyszałam jakby trzask czy wybuch, byłam
odwrócona tyłem, więc nie widziałam dokładnie, co się stało, w każdym razie
zaczął się wydobywać spod kuchenki dym i zapach spalenizny, spięcie jakieś czy
coś. Kuchenka niby grzeje, ale zaraz po włączeniu znowu pojawia się dym i swąd.
Właścicielka mieszkania nie odpowiada, wysłałam jej wiadomość i czekam, jeśli
do wieczora się nie odezwie to jeszcze wyślę jej maila. Póki co nie mamy na
czym gotować. Dobrze, że mam w lodówce zupę, którą wystarczy podgrzać w
mikrofalówce, a Kamil na obiad znów dostał frytki, z czego bynajmniej nie był
niezadowolony.
Do tego Kamil
przyniósł ze szkoły kolejną uwagę, że ucieka, dziś podarł książkę i zsikał się w
majtki, w domu też codziennie majtki zasikane. Nie wiem, co się dzieje,
dlaczego, co się zmieniło. Czyżby znów wyjazd Darka tak na niego wpłynął? Dziś mam dość.
Jutro właścicielka ma kontaktować się z kimś od kuchenki i mam nadzieję, że to nic poważnego i da się naprawić.
Jutro idę podglądać Kamila w szkole.
Tez mam w planach podgladanie Miłosza w szkole. Co do kuchenki chyba bedziecie musieli zyc narazie na fast foodach, watpie zeby Kamil byl niezadowolony hah
OdpowiedzUsuń