poniedziałek, 9 lutego 2015
127.
Zauważyłam ostatnio, że im Kamil jest starszy tym ja mam mniej tematów do opisywania i coraz rzadziej pojawiają się notki na blogu. Postanowiłam więc skierować się w nieco inną stronę i przybliżyć autyzm z bardziej naukowej strony, a obecnie naprawdę sporo ciekawego się dzieje w tym temacie. Zainteresowanych zapraszam na stronę: autyzm-i-nauka.blogspot.co.uk Zobaczymy, czy i jak to się rozwinie. Tutaj też będę zaglądać i pisać od czasu do czasu :-) Pozdrawiam wszystkich znanych i anonimowych czytelników!
niedziela, 18 stycznia 2015
126.
Wczoraj spadł
śnieg. Pierwszy tej zimy, pierwszy tak duży od chyba 5 lat. Pięknie, biało,
krajobraz jak z bajki... Postanowiliśmy więc zabrać dziecię na czekające na
taką właśnie okazję od 5 lat w schowku sanki, pokazać mu taką kiedyś przecież
zwykłą za naszego dzieciństwa zabawę, jazdę z górki na pazurki! Dziecię
śniegiem było bardzo podekscytowane. Poszliśmy do parku, wybraliśmy niewielką
górkę, dzieci innych całkowity brak, cisza, spokój, słońce przygrzewa. Dziecię
zjechało raz po długich namowach, potem musiała zjechać mama, potem tata, do
tego dopisana została cała filozofia, historyjka, trailer. Dziecię wymyśliło
zabawę, której zasad tępi rodzice ani w ząb nie umieli załapać, co wywoływało u
dziecka frustrację. Czemu on nie może po prostu zwyczajnie cieszyć się samą
jazdą z górki? Po kilku wymuszonych zjazdach wśród wrzasków poszliśmy szukać
innej górki, co by dziecięciu nie było nudno. Druga górka była już wyślizgana,
łagodna, trochę dłuższa niż poprzednia, ale przez to fajniejsza (dla nas...).
Sanki z dzieckiem trochę się rozpędziły, dziecko w krzyk, wywrotka, dziecko
wrzeszczy, że to najgorszy dzień w jego życiu, że nie cierpi śniegu! Na drugi
zjazd nie dało się namówić. Matka zarządziła powrót do domu, a dziecię w ryk,
że chce na tamtą górkę. Po drodze była, więc zaszliśmy. Tylko jeden zjazd po
długim zachęcaniu udało się zaliczyć. Powrót do domu. Dziecko od progu wrzask,
że dziwnie palą go dłonie, że musi pod zimną wodę, że to przez upadek, że
niepotrzebnie byliśmy na tych sankach! Trzeba tu nadmienić, że dziecko odmówiło
kategorycznie założenia rękawiczek i całą drogę co chwilę schylało się po zimny
śnieg, który brało gołymi rękami. Próbowałam wyjaśniać, że to nie wina upadków,
ale przechłodzenia rąk przez zimny śnieg, ale nic nie docierało, łzy lały się
jak grochy. Na siłę umyłam dziecku ręce i twarz w ciepłej wodzie, żeby trochę
ogrzać, a dziecko w szale wściekłości zrzuciło z siebie całe ubranie i gołe
wskoczyło z płaczem do łóżka. Dopiero po kilkunastu minutach dziecię się
uspokoiło, dało się ubrać, zjadło ciepłą zupę i wróciło jako tako do siebie.
Kolejne takie
zimowe atrakcje poprosimy za następne 5 lat...
środa, 24 grudnia 2014
125.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzymy Wam
spokoju
radości
rodzinnego ciepła
oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Jola i Kamil
piątek, 31 października 2014
124.
Od jakiegoś czasu
eksperymentuję z różnymi przepisami bezglutenowymi, bezmlecznymi i
bezcukrowymi, aby trochę urozmaicić dietę Kamila. Kamil nie przepada za
ciastami, ale babeczki nawet polubił. Robiłam mu kilka razy babeczki
marchewkowe (przepis inspirowany zwykłym ciastem marchewkowym) i bardzo mu
smakowały. Są miękkie, nie kruszą się, a marchewka jest w ogóle nie wyczuwalna,
za to dodaje babeczkom słodkości i wilgotności.
Dziś natomiast inspirując się tym właśnie przepisem zrobiłam Hallowinowe babeczki migdałowe. Kamil zjadł cztery na raz, zjadłby pewnie więcej, gdybym ich nie schowała na jutro, więc na pewno mu smakowały. Pomyślałam, że umieszczę tutaj mój przepis, może komuś zasmakuje :-)
Dziś natomiast inspirując się tym właśnie przepisem zrobiłam Hallowinowe babeczki migdałowe. Kamil zjadł cztery na raz, zjadłby pewnie więcej, gdybym ich nie schowała na jutro, więc na pewno mu smakowały. Pomyślałam, że umieszczę tutaj mój przepis, może komuś zasmakuje :-)
Babeczki migdałowe
Składniki
Ø
3 jajka
Ø
3 łyżki ksylitolu
Ø
2 łyżki syropu z agawy
Ø
5 czubatych łyżek mąki migdałowej
Ø
1,5 czubatej łyżki mąki ziemniaczanej
Ø
ok. 50 ml roztopionego oleju kokosowego (lub masła klarowanego)
Ø
½ łyżeczki proszku do pieczenia (bg)
Ø
½ łyżeczki sody oczyszczonej
Ø
posiekane migdały
Wykonanie
Oddzielić żółtka od białek. Żółtka zmiksować z ksylitolem na puszystą
masę, dodać syrop z agawy, porcjami roztopiony olej kokosowy, wymieszać mikserem.
Potem dodać obie mąki, proszek i sodę, wymieszać. Na koniec dodać posiekane
migdały i ubitą na sztywno pianę z białek, wymieszać delikatnie łyżką. Nałożyć
do foremek na babki do ok. ¾ wysokości. Wierzch babeczek można posypać
mielonymi migdałami (ja dodatkowo dziś powtykałam do środka małe pianki mashmallows –
to jedyny produkt z cukrem w babeczkach). Piec ok. 20-25 min w 180 stopniach aż babeczki
będą brązowe (sprawdzić patyczkiem, czy są
dobrze upieczone). Z tej porcji wychodzi około 10 babeczek.
Jeśli nie macie gotowej mąki migdałowej, można ją zrobić samemu mieląc
obrane ze skórki migdały w zwykłym blenderze. Migdały można też zastąpić np.
orzechami i wtedy wyjdą babeczki orzechowe. Do środka można dać pokruszone
migdały albo w większych kawałkach, jak kto lubi. Można też zrobić wersję czekoladową
dodając do ciasta kakao lub karob. Smacznego!
sobota, 25 października 2014
123.
Kamil dostał nowe
dorosłe łóżko. Taki już z niego chłopak wyrósł, że ledwie się mieścił w małym,
w którym do tej pory spał. Teraz ma dużo miejsca i najwygodniejsze łóżko w
całym domu. Niestety od remontu w jego pokoju co noc budzi się i przychodzi do
mnie do łóżka. Już nie mam pomysłu, jak go przekonać, żeby spał całą noc w
swoim. Raz nawet położyłam się koło niego mając nadzieję, że szybko zaśnie i
wtedy wrócę do siebie. Gdzie tam! Wiercił się, kręcił, co kilka minut odwracał
się do mnie z uśmiechem od ucha do ucha i ani w głowie mu było spanie. W końcu
jak co noc wylądowaliśmy w moim łóżku, gdzie zasnął niemal natychmiast.
Kamis powiedział mi
niedawno: Wszyscy w tym domu pracują, tylko ty jesteś leniuchem! Powiedziałam
mu, żeby się najpierw zastanowił, kto w tym domu sprząta, gotuje, pierze,
prasuje, zmywa, robi zakupy, gotuje...
środa, 17 września 2014
122.
Jutro referendum w
Szkocji... My jako rezydenci też mamy prawo do głosowania, dostaliśmy oficjalne
karty do głosowania... I mam dylemat, czy w ogóle powinniśmy współdecydować
razem ze Szkotami co do ich niepodległości. Bo to nie są jakieś tam wybory na kilka
lat, ale decyzja nieodwołalna... Dopiero teraz dociera do mnie ważność takiej
decyzji i sama nie wiem, co powinniśmy zrobić. Czy chcemy się związać z tym
krajem na dłużej? My mamy wybór, jak będzie nie tak, to zawsze możemy
wyjechać... Nie zazdroszczę Szkotom podejmowania takich decyzji...
Ciekawe jak Kamil by
zadecydował, gdyby mógł :-) Wczoraj go zapytałam, czy gdybym znalazła pracę w
Anglii to chciałby się tam przeprowadzić? Odpowiedział, że nie, bo lubi Szkocję
i tutaj chce mieszkać :-) 18/9/2014
Byliśmy, zagłosowaliśmy... Drugiej szansy na niepodległość Szkocja nie będzie miała...
piątek, 5 września 2014
121.
Polskie i nie
tylko, fiksacje Kamila. Zaczęło się jeszcze przed wyjazdem – Kamil pewnego dnia
oznajmił, że mam mu więcej nie dawać żadnych posiłków na talerzu ze świnką
Peppą, bo nie może na niego patrzeć :-) W sumie mogę zrozumieć, ale podobna
akcja była z plakatem z literkami, który już kilka lat wisiał po zewnętrznej
stronie drzwi jego pokoju. Nie od razu załapałam, o co chodzi. Kamil nagle
zaczął nagminnie zamykać drzwi od swojego pokoju, ok, pomyślałam, że może
chłopak dorasta i chce mieć trochę spokoju od rodziców... Taaa :-) Zauważyłam,
że dziwnie siedzi przy biurku, przechylony i z jednym okiem przymkniętym, taki
powykręcany, a jak go zapytałam, czemu tak siedzi, to w końcu okazało się, że
nie chce patrzeć na ten plakat :-) Plakat został zdjęty i schowany do zabrania
dla mojego siostrzeńca, ale zamykanie drzwi pozostało...
Wodę Żywiec z powodu Kamila
zaczęliśmy omijać szerokim łukiem :-) Jest tam pod napisem takie małe zdjęcie,
dopóki był to założyciel fabryki czy coś podobnego było wszystko w porządku.
Zaczęło się, gdy Darek powiedział Kamilowi, że to jest cesarz Franciszek Józef,
Kamil stwierdził, że nie może na niego patrzeć i mamy zabrać tę butelkę. Niby
nic, ale to była fajna litrowa butelka z dziubkiem do picia wygodnym dla
Kamila, więc nie chcieliśmy się jej pozbywać, tym bardziej, że byliśmy na wsi,
a w najbliższej okolicy nie było żadnego sklepu. Najpierw zamalowałam cesarza
:-) Niestety marker nie był chyba permanentny, bo zmył się dość szybko. W końcu
zerwałam całą naklejkę i problem został na szczęście rozwiązany. Potem już
wybieraliśmy wody innych marek :-) W domu próbowałam dociec, czemu Kamil nie
lubi tego cesarza :-) Żartowaliśmy, że cały pokój obkleimy jego zdjęciami i
wszędzie będą jego podobizny. Poszukaliśmy w internecie informacji, dlaczego akurat
cesarz Franciszek znalazł się na wodzie Żywiec, Kamil kazał sobie wydrukować
etykietę i powiesić przy biurku, tak przetrwała całą noc, a rano zaraz po
przebudzeniu zarządził: zabierz to!
Subskrybuj:
Posty (Atom)


