Kamil od jakiegoś
czasu wszystko czyta. Nie że w ogóle, bo umie czytać już od dawna, ale zawsze w
książkach czy gazetach to głównie obrazki oglądał, a jak był czegoś ciekawy to
nam kazał czytać. Teraz bierze gazetkę i sobie sam czyta, czasem zmyśla, jak
nie zna słowa albo zgaduje, ale większość czyta poprawnie. Obojętnie, po polsku
czy angielsku. No i przeczytał na otwartej stronie mojego komputera: autism i
padło pytanie: co to jest autyzm? Zdecydowaliśmy kiedyś, że dopóki Kamil sam
nie zacznie pytać, nie będziemy mu mówić, że ma autyzm, ale jednocześnie nie
będziemy w rozmowach unikać używania tego terminu, tak aby nie był dla niego
kiedyś obcy. Wyjaśniłam mu mniej więcej w ten sposób, że to jest takie coś co
siedzi w mózgu niektórych ludzi i każe im nieco inaczej się zachowywać i że w
jego mózgu też to jest i dlatego macha łapkami jak się cieszy, piszczy i ma
ataki jak jest hałas, nie lubi patrzeć na talerz z Peppą, nie lubi być
dotykany, ale też dzięki temu ma bardzo dobrą pamięć, interesuje się wieloma
rzeczami i ma bardzo dużą wiedzę. Wszystko potraktowałam w sposób zabawny
naśladując te jego zachowania, co Kamila bardzo rozśmieszyło. Kamil nie
dopytywał się dalej, ale zapewne kiedyś znów ten temat powróci.
piątek, 27 marca 2015
środa, 25 lutego 2015
128.
9 lat... Kamil dziś mnie zapytał, czy jutro mu się głos zmieni :-)
Przeciez jeszcze tak niedawno był dzidziusiem, a dziś ma prawie 135 cm, stopę
niewiele mniejszą od mojej, śpi w dorosłym łóżku, dobrze, że wąs jeszcze się
nie sypie...:-) Pierwszy tort na szkolne urodzinki zrobiony (według szczegółowej
instrukcji solenizanta), dziś był też pierwszy prezent przedurodzinowy, jutro
rano prezent urodzinowy, w sobotę drugi tort, prezenty pourodzinowe i domowa
imprezka :-)
Sto lat!
poniedziałek, 9 lutego 2015
127.
Zauważyłam ostatnio, że im Kamil jest starszy tym ja mam mniej tematów do opisywania i coraz rzadziej pojawiają się notki na blogu. Postanowiłam więc skierować się w nieco inną stronę i przybliżyć autyzm z bardziej naukowej strony, a obecnie naprawdę sporo ciekawego się dzieje w tym temacie. Zainteresowanych zapraszam na stronę: autyzm-i-nauka.blogspot.co.uk Zobaczymy, czy i jak to się rozwinie. Tutaj też będę zaglądać i pisać od czasu do czasu :-) Pozdrawiam wszystkich znanych i anonimowych czytelników!
niedziela, 18 stycznia 2015
126.
Wczoraj spadł
śnieg. Pierwszy tej zimy, pierwszy tak duży od chyba 5 lat. Pięknie, biało,
krajobraz jak z bajki... Postanowiliśmy więc zabrać dziecię na czekające na
taką właśnie okazję od 5 lat w schowku sanki, pokazać mu taką kiedyś przecież
zwykłą za naszego dzieciństwa zabawę, jazdę z górki na pazurki! Dziecię
śniegiem było bardzo podekscytowane. Poszliśmy do parku, wybraliśmy niewielką
górkę, dzieci innych całkowity brak, cisza, spokój, słońce przygrzewa. Dziecię
zjechało raz po długich namowach, potem musiała zjechać mama, potem tata, do
tego dopisana została cała filozofia, historyjka, trailer. Dziecię wymyśliło
zabawę, której zasad tępi rodzice ani w ząb nie umieli załapać, co wywoływało u
dziecka frustrację. Czemu on nie może po prostu zwyczajnie cieszyć się samą
jazdą z górki? Po kilku wymuszonych zjazdach wśród wrzasków poszliśmy szukać
innej górki, co by dziecięciu nie było nudno. Druga górka była już wyślizgana,
łagodna, trochę dłuższa niż poprzednia, ale przez to fajniejsza (dla nas...).
Sanki z dzieckiem trochę się rozpędziły, dziecko w krzyk, wywrotka, dziecko
wrzeszczy, że to najgorszy dzień w jego życiu, że nie cierpi śniegu! Na drugi
zjazd nie dało się namówić. Matka zarządziła powrót do domu, a dziecię w ryk,
że chce na tamtą górkę. Po drodze była, więc zaszliśmy. Tylko jeden zjazd po
długim zachęcaniu udało się zaliczyć. Powrót do domu. Dziecko od progu wrzask,
że dziwnie palą go dłonie, że musi pod zimną wodę, że to przez upadek, że
niepotrzebnie byliśmy na tych sankach! Trzeba tu nadmienić, że dziecko odmówiło
kategorycznie założenia rękawiczek i całą drogę co chwilę schylało się po zimny
śnieg, który brało gołymi rękami. Próbowałam wyjaśniać, że to nie wina upadków,
ale przechłodzenia rąk przez zimny śnieg, ale nic nie docierało, łzy lały się
jak grochy. Na siłę umyłam dziecku ręce i twarz w ciepłej wodzie, żeby trochę
ogrzać, a dziecko w szale wściekłości zrzuciło z siebie całe ubranie i gołe
wskoczyło z płaczem do łóżka. Dopiero po kilkunastu minutach dziecię się
uspokoiło, dało się ubrać, zjadło ciepłą zupę i wróciło jako tako do siebie.
Kolejne takie
zimowe atrakcje poprosimy za następne 5 lat...
środa, 24 grudnia 2014
125.
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
życzymy Wam
spokoju
radości
rodzinnego ciepła
oraz wszystkiego najlepszego w Nowym Roku!
Jola i Kamil
piątek, 31 października 2014
124.
Od jakiegoś czasu
eksperymentuję z różnymi przepisami bezglutenowymi, bezmlecznymi i
bezcukrowymi, aby trochę urozmaicić dietę Kamila. Kamil nie przepada za
ciastami, ale babeczki nawet polubił. Robiłam mu kilka razy babeczki
marchewkowe (przepis inspirowany zwykłym ciastem marchewkowym) i bardzo mu
smakowały. Są miękkie, nie kruszą się, a marchewka jest w ogóle nie wyczuwalna,
za to dodaje babeczkom słodkości i wilgotności.
Dziś natomiast inspirując się tym właśnie przepisem zrobiłam Hallowinowe babeczki migdałowe. Kamil zjadł cztery na raz, zjadłby pewnie więcej, gdybym ich nie schowała na jutro, więc na pewno mu smakowały. Pomyślałam, że umieszczę tutaj mój przepis, może komuś zasmakuje :-)
Dziś natomiast inspirując się tym właśnie przepisem zrobiłam Hallowinowe babeczki migdałowe. Kamil zjadł cztery na raz, zjadłby pewnie więcej, gdybym ich nie schowała na jutro, więc na pewno mu smakowały. Pomyślałam, że umieszczę tutaj mój przepis, może komuś zasmakuje :-)
Babeczki migdałowe
Składniki
Ø
3 jajka
Ø
3 łyżki ksylitolu
Ø
2 łyżki syropu z agawy
Ø
5 czubatych łyżek mąki migdałowej
Ø
1,5 czubatej łyżki mąki ziemniaczanej
Ø
ok. 50 ml roztopionego oleju kokosowego (lub masła klarowanego)
Ø
½ łyżeczki proszku do pieczenia (bg)
Ø
½ łyżeczki sody oczyszczonej
Ø
posiekane migdały
Wykonanie
Oddzielić żółtka od białek. Żółtka zmiksować z ksylitolem na puszystą
masę, dodać syrop z agawy, porcjami roztopiony olej kokosowy, wymieszać mikserem.
Potem dodać obie mąki, proszek i sodę, wymieszać. Na koniec dodać posiekane
migdały i ubitą na sztywno pianę z białek, wymieszać delikatnie łyżką. Nałożyć
do foremek na babki do ok. ¾ wysokości. Wierzch babeczek można posypać
mielonymi migdałami (ja dodatkowo dziś powtykałam do środka małe pianki mashmallows –
to jedyny produkt z cukrem w babeczkach). Piec ok. 20-25 min w 180 stopniach aż babeczki
będą brązowe (sprawdzić patyczkiem, czy są
dobrze upieczone). Z tej porcji wychodzi około 10 babeczek.
Jeśli nie macie gotowej mąki migdałowej, można ją zrobić samemu mieląc
obrane ze skórki migdały w zwykłym blenderze. Migdały można też zastąpić np.
orzechami i wtedy wyjdą babeczki orzechowe. Do środka można dać pokruszone
migdały albo w większych kawałkach, jak kto lubi. Można też zrobić wersję czekoladową
dodając do ciasta kakao lub karob. Smacznego!
sobota, 25 października 2014
123.
Kamil dostał nowe
dorosłe łóżko. Taki już z niego chłopak wyrósł, że ledwie się mieścił w małym,
w którym do tej pory spał. Teraz ma dużo miejsca i najwygodniejsze łóżko w
całym domu. Niestety od remontu w jego pokoju co noc budzi się i przychodzi do
mnie do łóżka. Już nie mam pomysłu, jak go przekonać, żeby spał całą noc w
swoim. Raz nawet położyłam się koło niego mając nadzieję, że szybko zaśnie i
wtedy wrócę do siebie. Gdzie tam! Wiercił się, kręcił, co kilka minut odwracał
się do mnie z uśmiechem od ucha do ucha i ani w głowie mu było spanie. W końcu
jak co noc wylądowaliśmy w moim łóżku, gdzie zasnął niemal natychmiast.
Kamis powiedział mi
niedawno: Wszyscy w tym domu pracują, tylko ty jesteś leniuchem! Powiedziałam
mu, żeby się najpierw zastanowił, kto w tym domu sprząta, gotuje, pierze,
prasuje, zmywa, robi zakupy, gotuje...
Subskrybuj:
Posty (Atom)



