Pozdrowienia z wakacji w Polsce :-) Odwiedzilismy stolicę i nawet udalo nam się dotrzeć na Stare Miasto. Potem spedzilismy 3 dni na Slasku, spotkalismy się z naszą pania Ola w Opolu, a jutro jedziemy wyciszac sie na
podrzeszowska wieś :-)
Kamil daje rade, choc nie obylo sie bez kilku akcji, ale ogolnie nie jest źle. To tak krótko, bo piszę z tableta, a to nie jest zbyt wygodne.
Pozdrawiamy wakacyjnie!
wtorek, 29 lipca 2014
piątek, 13 czerwca 2014
117.
Milczę, bo jakoś
weny brak, bo czasami dołowato jest, teraz też nie wiem, o czym pisać...
Jesteśmy, idziemy jakoś do przodu, raz lepiej, raz gorzej. Ostatnio mam mniej
wolnego, bo zajmuję się moim siostrzeńcem trzy razy w tygodniu, ale może to i
lepiej, bo nie mam czasu myśleć o głupotach. Jakaś stagnacja mnie dopadła i
czekam na jakieś pozytywne zmiany. Miałam nadzieję (choć nikłą) na pozytywny
wynik egzaminu na prawo jazdy, ale niestety nie udało się. Z pracą też kiepsko
i sama nie wiem, co mam dalej robić, im dłuższa przerwa (a po wakacjach będzie
już rok), tym trudniej będzie potem wrócić do zawodu.
W tym tygodniu
zakończyliśmy terapię Johansena, nasz tarapeuta stwierdził, że terapia
przyniosła oczekiwane rezultaty, bo wyniki badania słuchu Kamila są super.
Zaproponował nam terapię INPP, ale nawet nie bardzo wiem, co to jest, muszę
poczytać i zastanowić się, czy warto.
Za półtora tygodnia
wakacje, Kamil już się nie może doczekać, my trochę mniej, tym bardziej, że 2
razy w tygodniu do południa będzie u nas mój siostrzeniec, a Kamil niezbyt
dobrze na niego reaguje, oj, ciężki będzie ten lipiec.
Potem, pod koniec
lipca lecimy do Polski i planujemy spędzić go w większości na wsi, mając
nadzieję na wyciszenie nie tylko Kamisia, ale także nasze. I oby nie było
tropikalnych upałów, bo nie wiem, jak nasze organizmy to zniosą. Mamy też
zaplanowane spotkanie z naszą terapeutką z Prodeste, która pierwszy raz zobaczy
Kamila na żywo :-)
sobota, 19 kwietnia 2014
środa, 9 kwietnia 2014
115.
Z rozmów z Kamilem:
-
A czy Pan Jezus po
jaskini poszedł do nieba? – zapytał Kamil. Na religii w szkole robili wieniec
Wielkanocny ze scenkami świątecznymi.
-
Tak, wrócił do domu
swojego Ojca – odpowiedział mu tata.
-
A czy to taki dom
kupny czy wynajęty?
* * *
-
Ja już nie pójdę do
cichego pokoju - oznajmił Kamil wczoraj
po kąpieli.
-
No, mam nadzieję, że
będziesz teraz grzeczny – odpowiedziałam.
-
Tak, bo im starszy,
tym mądrzejszy.
środa, 2 kwietnia 2014
114.
Dziś dzień autyzmu,
świadomości, wiedzy. W polskich mediach, na blogach sporo informacji, spotkań,
akcji, a tutaj u nas cicho, spokojnie. Myślę tak sobie. Nie znam osobiście
polskich realiów życia z dzieckiem niepełnosprawnym, bo gdy wyjeżdżaliśmy z
Polski autyzm jeszcze nie istniał w naszym życiu, znam jedynie z blogów,
artykułów, for i nie jest to fajny obraz, ciagła walka o wszystko, nawet często
o najzwyklejsze godne życie, o terapie, edukację, bieganie po urzędach,
komisjach, strach o to, czy dziecko dostanie nadal orzeczenie, czy może już
jest „wyleczone”, bo dzięki terapii funkcjonuje całkiem dobrze, masa papierków,
dokumentów.
Tutaj u nas jest po
prostu spokój, nie trzeba nigdzie biegać, załatwiać co rok nowe orzeczenia, od
diagnozy 2 lata temu w zasadzie nic się nie dzieje. Orzeczenie o
niepełnosprawności zostało przyznane na 3 lata jeszcze nawet przed oficjalną
diagnozą, formularz wypełniłam w domu, wysłałam pocztą, miałam jedną krótką
rozmowę telefoniczną z panią z urzędu, decyzja przyszła też pocztą, nie musiałam
stawiać się na żadne komisje, nie widziałam na oczy żadnego urzędnika, nikt mnie w
domu nie odwiedzał, żeby sprawdzać, jak mieszkam ani czy to, co napisałam, jest
prawdą.
System jest tak
skonstruowany, że przynajmniej w przypadku dzieci, jest zapewniona odpowiednia
szkoła, nawet dla dzieci bardziej zaburzonych, system świadczeń zapewnia godne
życie nawet dla rodzica, który decyduje się na rezygnację z pracy, wprawdzie
zasiłek opiekuńczy jest dość niski, ale drugie tyle można sobie dopracować, do tego
są świadczenia pielęgnacyjne na przyzwoitym poziomie (stopniowane zależnie od
poziomu niepełnopsrawności) całkowicie niezależne od dochodu, różne dodatki
(np. coś w rodzaju zniżki podatkowej dla mniej zarabiających, warunkiem jest, że
jeden rodzic pracuje), dopłaty do kosztów utrzymania mieszkania, darmowe
przejazdy komunikacja miejską i pociągami, i kilka jeszcze innych rzeczy.
Finansowo nie można narzekać, jedynie czego mi brakuje, to porządnej terapii i
rehabilitacji. Specjaliści są głównie od doradzania, przynajmniej w przypadku
dzieci autystycznych (nie wiem, jak to jest w przypadku dzieci leżących i
ciężko chorych, które wymagają 24 godzinnej opieki i pielęgnacji), jeśli nawet
prowadzą jakieś terapie to są to bloki np. 6-tygodniowe 1 godzina w tygodniu
(Kamil miał jeden taki blok terapii zajęciowej na początku diagnozowania, potem
dostaliśmy kilkanaście ćwiczeń do domu, plik ulotek i tyle), zaraz po diagnozie
specjaliści stwierdzili, że nie są już potrzebni i nas wypisali. Jedyną formę
terapii, jaką dziecko tutaj ma, zapewnia szkoła. Szkoły specjalne mają znacznie
większe możliwości, bo na miejscu jest psycholog, pedagog, logopeda, natomiast
szkoła, do której chodzi Kamil, jest taką szkołą pół-specjalną, czyli mieści
się w budynku zwykłej szkoły, ale ma oddzielne wejście i klasy i jest częściowo
niezależna, klasy mają tylko około 6 uczniów i 2 nauczycieli, ale np. lunch
jedzą na wspólnej jadalni, są wspólne imprezy, dzieci ze zwykłej szkoły
przychodzą do nich czytać im książki, jest pewna integracja dzieci zdrowych z
niepełnosprawnymi. Prywatnie jest sporo ośrodków, stowarzyszeń, są wyjazdy
wakacyjne specjalnie dla autystów, fundacje pomagające rodzinom z dziećmi
niepełnosprawnymi, nawet terapie, ale nie wszędzie jest do nich dostęp i są
stosunkowo drogie. Ogólnie mam wrażnie, że tutaj autyzm to autym, nic się z tym
nie da zrobić i trzeba nauczyć się z nim żyć. Ale samo życie jest
spokojniejsze, nie ma tej ciągłej walki, stresu, gonitwy.
poniedziałek, 31 marca 2014
113.
Kamil pewne rzeczy
łapie w lot, a o niektórych można mu przypominać kilkadziesiąt razy i dalej o
nich nie pamięta.
Najpierw o tej
pierwszej grupie. Kilka razy dałam Kamilowi do komputera owoce, powiedziałam
mu, że ma jeść jedną ręką, a drugą obsługiwać pad, bo mokry przestaje działać.
Kamil na takie błahostki zupełnie nie zwraca uwagi, więc co jakiś czas
słyszałam wrzask z pokoju, że nie działa! Przynosiłam mu chusteczkę, wycierałam
pad, żeby tylko nie doszło do większej histerii. Za kolejnym razem olśniło mnie,
bo dlaczego to ja mam biegać do niego, przecież może to zrobić sam.
Powiedziałam mu, że nastepnym razem jak mu pad przestanie działać, to zamiast
wołać mnie, ma sobie sam wziąć chusteczkę z przedpokoju i wytrzeć. Za jakiś
czas czy nastepnego dnia, już dokładnie nie pamiętam, Kamil zrobił sam
dokładnie to, co mu powiedziałam, bez wołania mnie i wrzasku i pamięta o tym do
dziś.
Druga taka sytuacja
z ostatnich dni. Kupiliśmy mu specjalną poduszkę do siedzenia, którą można
dowolnie ukształtować, np. w fotel, bo najczęściej oglądał telewizję z nosem w
ekranie i co chwilę musiałam mu przypominać, że ma się cofnąć, a poduszkę może
sobie położyć w dowolnej odległości i usiąść wygodnie. Ostatnio do każdego
posiłku musi koniecznie coś oglądać, więc na kolację najczęściej przynoszę mu
poduszkę i stawiam talerz na małym stoliku obok, ale w stosunku do siedziska
poduszki jest on dość wysoki i Kamilowi nie jest zbyt wygodnie sięgać po
jedzenie, więc mu powiedziałam, że jak chce to może sobie talerz położyć na kolanach.
Następnego dnia sam wziął sobie talerz i położył na kolanach.
A o czym Kamil notorycznie
zapomina? Zgasić światło w łazience i zamknąć drzwi :-) Teraz już mu nie
przypominam, tylko pytam, czy nie zapomniał o czymś i dopiero wtedy mu się
przypomina i to robi :-) Trwa to już dobrych kilka miesięcy.
środa, 19 marca 2014
112.
Dziś
mieliśmy małą akcję z serii głupawkowych, czyli wielkie halo o nic. Wczoraj
Kamil miał jako zadanie domowe wyszukać kilka słów na literowej planszy, po
czym kazał sobie zrobić podobną z dziedziny kosmologicznej, więc żeby było
szybciej matka wzięła kartkę, długopis i linijkę i zrobiła szybką wyszukiwankę
ręcznie. Kamil miał zajęcie na pół godziny. Zrobił całą, choć mu powiedziałam,
że nie musi, a było tam prawie 20 słów do odnalezienia z tematyki kosmicznej.
Na dziś zażyczył sobie wyszukiwankę zwierząt z farmy. Zrobiłam ją tym razem na
komputerze, żeby była bardziej czytelna i można było szablon wykorzystać potem
ponownie, wydrukowałam i położyłam na mojej stercie papierzysk, żeby była
gotowa jak Kamil wróci ze szkoły. Akurat była u mnie siostra jak przypomniał
sobie o wyszukiwance, więc powiedziałam mu gdzie jest i żeby sobie sam wziął.
Poszedł, szuka i nie ma, idę ja, szukam, nie ma, myślę, czy mam już sklerozę,
bo może gdzie indziej położyłam, szukam w innych miejscach, no nie ma, potem
przyszło mi do głowy, że może wpadła za szafkę, ale nie dało się jej odsunąć,
bo jest za ciężka, a zajrzeć też się nie dało. Najprostsze rozwiązanie,
wydrukowałam jeszcze raz. O, nie dla Kamila! Bo to już nie jest ta sama kartka,
on chce tamtą pierwszą i mam ją znaleźć. Jęczał mi tak, kombinował, gniótł
kartkę, wyrywał kawałeczki, wściekał się, żadne tłumaczenia nie działały, w
końcu ją do kosza wyrzucił i dalej jęczał. Już zaczęłam kombinować, jakby tutaj
po kryjomu trzecią kartkę wydrukować i powiedzieć, że to ta pierwsza się
znalazła :-) ale jęczek łaził za mną cały czas, więc nie było jak. Próbowałam
go więc uspokoić, najpierw kazałam mu iść do jego pokoju, nic, potem przestałam
się do niego odzywać mając nadzieję, że jak nie będziemy o tym gadać to mu
przejdzie samo, na co on do jęczenia dołączył piski, w końcu wpakowałam go do
łóżka, przykryłam kołdrą i zaczęłam łaskotać, tarmosić i przyciskać, głupawka
wyparowała w 5 minut :-) Po wszystkim Kamil stwierdził coś w tym stylu, że
zamykanie w pokoju nie daje mu mądrości, a łaskotanie daje :-) Po czym poszedł
do kuchni, wyjął z kosza wygniecioną kartkę i zabrał się do rozwiązywania krzyżówki
:-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
