Mamy powtórkę z
rozrywki, powrót do zachowań z przed 2 lat, choć ze sporo mniejszym nasileniem,
bez agresji i histerii, ale są krzyki, piski, wyrzucanie zabawek, zrywanie
rzeczy ze ścian, plucie, głupawka. Nowe okulary wróciły ze szkoły wygięte, a
wieczorem jeszcze Kamil rzucił je na podłogę i nadepnął na nie. W łazience
zasikał pół podłogi i przybiegł do mnie ze śmiechem, żebym zobaczyła, co jest w
łazience, jakby chciał się pochwalić, a jeszcze wczoraj mu tłumaczyłam, jak ma
to robić, żeby trafiało w odpowiednie miejsce. Krzyczał na mnie: wysoka matko!
Nie wiem, skąd mu się to wzięło, jakby w jakimś amoku był, a jak potem po
uspokojeniu się pytałam go, dlaczego tak do mnie mówił, to nie chciał o tym
rozmawiać. Tak jak nagle wszystko się zaczęło, tak nagle się uspokoiło.
Zastanawiam się, co może być tego przyczyną... Ostatnio Kamil zrobił się też
wrażliwszy na dotyk, na przykład zakładając mu koszulkę poprawiam rękaw, a on
płacze, dlaczego go uszczypnęłam, to samo przy zakładaniu skarpetek, pojawił
się problem z obcinaniem paznokci, czego nigdy wcześniej nie było. Nasiliły się
krzyki, piski i stymulacje w hałaśliwych miejscach, więc już w zasadzie nigdzie
nie chodzimy, na chrzciny jechaliśmy w słuchawkach wyciszających i był trochę
spokojniejszy. W szkole nie chce chodzić na lunch, bo twierdzi, że jest za
głośno w sali mimo, że panie zakładają mu tam też słuchawki na uszy, wcześniej
nie było z tym aż takiego problemu. Sama już nie wiem... Muszę pogadać o tym z
naszą terapeutką na najbliższym spotkaniu.
czwartek, 24 października 2013
czwartek, 17 października 2013
95.
Już półmetek ferii.
Za oknem leje, więc głównie siedzimy w domu. Może mając samochód pojechalibyśmy
gdzieś, choćby do muzeum transportu czy centrum nauki, a tak to nawet z domu
się nie chce wychodzić, bo wszędzie daleko i z przesiadkami (tylko raz w
przerwie deszczowej udało nam się wybrać na soft-play).
Moje prawo jazdy,
sama nie wiem, mój instruktor twierdzi, że jeszcze nie powinnam zdawać
egzaminu, bo nie jestem gotowa, a uczę się już prawie 4 miesiące (nie mówiąc o
sporej kasie, jaką na jazdy wydałam). Zastanawiam się, czy jakaś oporna jestem
czy może instruktor za bardzo wymagający? Za dużo prawi morałów, a za mało
chwali...? Ja rozumiem, że musi zwracać mi uwagę na błędy, ale czasami czuję
się jak na kazaniu w podstawówce w stylu: tyle razy już mówiłem, a ty nadal
robisz to źle... Kiedyś myślałam, że umiem jako tako jeździć, potrzebuję tylko
dopracować szczegóły, a teraz mam wrażenie, że im dłużej jeżdżę, tym jest
gorzej. Staram się sprostać jego wymaganiom, ale odnoszę wręcz odwrotny skutek.
Ale czy da się jeździć idealnie, gdy jazdy są raz na 1,5 –2 tygodnie, bo
instruktor ma grafik zajęty na najbliższe 1.5 miesiąca? Mimo wszystko
zdecydowałam, że podejdę do egzaminu, może się uda? Jeśli nie, to chyba zmienię
instruktora...
piątek, 11 października 2013
94.
No i znów zaczynamy
tygodniowe ferie :-) Tym razem to ja głównie będę siedziała z Kamilem. Widoków
na pracę jak na razie brak, ogłoszeń jest niewiele, rozważam rozszerzenie
obszaru poszukiwań także na Edynburg.
Póki co walczę z
przeziębieniem, chyba załapałam wirusy od Kamila, który w poprzedni weekend
miał jedynie 2-dniowy niewielki katar, a mi jak zwykle rzuciło się na gardło,
do tego mam katar i kaszel, więc się kuruję, na szczęście już jest lepiej. Mam
nadzieję, że przejdzie mi szybko, bo w następny weekend mamy chrzciny mojego
siostrzeńca i jestem chrzestną :-)
W środę byłam na
zebraniu w szkole Kamila. Nauczycielka powiedziała, że Kamil bardzo dobrze
sobie radzi, między innymi z matematyką (?!), zachowanie też bardzo dobre,
generalnie, bo ostatnio zdenerwował się, bo nie chciał iść na gimnastykę i w
złości zniszczył swoje niezniszczalne okulary (nosił je już kilka miesięcy, co
na niego to i tak sukces), za karę ma więc szlaban na słodycze, a pieniądze,
które byśmy na nie wydali będziemy wrzucać do specjalnej skarbonki
przeznaczonej na zakup nowych okularów. Niech odczuje, że nie ma nic za darmo i
nie opłaca się niszczyć rzeczy.
Nauczycielka
powiedziała też, że spróbują go posyłać do normalnej klasy na niektóre lekcje,
gdzie będzie mógł nadrobić trochę materiał lekcyjny, bo w unicie poziom i same
wymagania nie są zbyt wysokie. Bardzo jestem ciekawa, jak się tam odnajdzie i
jak sobie będzie radził, bo po doświadczeniach pierwszego roku szkoły myślałam,
że ta chwila nie nadejdzie tak szybko.
czwartek, 26 września 2013
93.
Dziś byłam ostatni
dzień w mojej obecnej pracy. Niestety nie udało mi się jeszcze nic nowego
znaleźć, więc zapowiada się przynajmniej miesięczne albo i dłuższe
leniuchowanie :-)
Przed nami 4-dniowy
długi weekend, więc jak na razie nie odczuwam tej zmiany, ale odczuję zapewne
już we wtorek, gdy wyprawię Kamila do szkoły i nie będę musiała iść do pracy
:-)
piątek, 20 września 2013
92.
Kamil przyszedł
dziś ze szkoły podrapany na policzku. W plecaku była karteczka, że podrapał go
kolega z klasy (bez imienia), bo był bardzo zdenerwowany, ale Kamil nie był w
to zaangażowany (no bo mogła to być na przykład sprzeczka albo bójka), tylko
był najbliżej i dlatego mu się dostało. Ranki są nieduże, za kilka dni się
zagoją. Ale najważniejsze w tym wszystkim dla nas jest to, że Kamil dokładnie
nam wszystko opowiedział, ja zadawałam pytania, on rzeczowo odpowiadał, a jak
coś źle zrozumiałam, to mnie poprawiał. Kiedyś to nawet wołami nie dałoby się
tego z niego wyciągnąć. Jeszcze kilka miesięcy temu na pytanie, co było w
szkole, dowiadywałam się, że latał Boeingiem albo był z nauczycielką na
zakupach :-) Teraz widzę, że jest zdecydowanie lepiej, choć też zależy od dnia
i nastroju.
W ogóle Kamil
ostatnio jakby zaczął bardziej uświadamiać sobie swoje nastroje czy zachowania,
to co się z nim dzieje. W ubiegły weekend zabraliśmy go próbnie do centrum
handlowego, żeby przetestować efekty terapii Johansena, długo był w miarę
spokojny, ale w pewnym momencie już widać było, że zaczyna być coraz bardziej
podenerwowany. Zapytał mnie, dlaczego nie wzięłam mu słuchawek wyciszających,
bo jak jest dużo hałasu to fijoł (?!) mu wchodzi do mózgu :-)
Chyba zacznę je nosić
na stałe w torebce :-)
piątek, 13 września 2013
91.
Jakiś czas temu
trafiłam na bardzo fajny blog, w którym jest mnóstwo inspiracji i pomysłów na
ciekawe zabawy z dzieckiem: http://kreatywnik.bloog.pl/id,338071543,title,Drewniana-kostka-obrazkowa-handmade,index.html
Tam znalazłam
kostki z obrazkami do opowiadania historyjek, które można zrobić samodzielnie
razem z dzieckiem, co czyni zabawę jeszcze ciekawszą. Jednym z zaleceń terapeutycznych
dla Kamila mamy właśnie zabawę w tworzenie opowiadań na podstawie obrazków. Do
tej pory używaliśmy piktogramów albo
PECS, ale pomysł z kostkami wydał mi się znacznie lepszy. Zaczęłam poszukiwania
w sieci, czy można kupić gdzieś takie puste drewniane kostki, na których można
by było namalować obrazki i znalazłam gotowe zestawy z już namalowanymi
obrazkami.
Wyglądają one tak
(obrazek pochodzi ze strony http://www.storycubes.com/products
)
Kamiś jak je
zobaczył, to bardzo był podekscytowany, cieszył się strasznie i łapki mu latały
nieustannie :-) Pierwszego dnia zagraliśmy chyba z 5 razy, teraz już trochę
mniej, ale przynajmniej raz dziennie przynosi, żeby z nim zagrać. Sa 3 zestawy:
ogólny, czynności i podróże, w każdym zestawie jest 9 kostek, a na każdej 6
obrazków, więc kombinacji jest cała masa. Obrazki interpretujemy sobie całkiem
dowolnie i wychodzą nam czasem zupełnie abstrakcyjne historyjki, ale zabawa
jest super :-) Wkrótce mają pojawić się kolejne zestawy: wskazówki, czary i
prehistoria. Jak dla mnie bardzo fajna zabawa, rozwija wyobraźnię, a
jednoczesnie stymuluje Kamila do tworzenia poprawnych zdań na konkretny temat,
z czym ma spore trudności.
Jest też aplikacja
na tableta, która jest znacznie tańsza, ale ja wolę takie prawdziwe kostki :-)
poniedziałek, 9 września 2013
90.
Wczoraj korzystając
z pogody wybraliśmy się do Ogrodu Botanicznego. Kilka dni temu kolega Darka
powiedział mu, że przy wejściu do Ogrodu jest dziura w ziemi, którą można zejść
(nielegalnie :-) do nieczynnej już od wielu, wielu lat podziemnej stacji
kolejowej. Oczywiście Darek postanowił poszukać tego wejścia, a ja z Kamilem
poszliśmy wolno dalej. W pewnym momencie Kamil zapytał, gdzie jest tata.
Odpowiedziałam mu, że poszedł szukać starej stacji PKP. A Kamil na to: Ale jak
PKP w Szkocji!?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

