Wanna to jest fajne
miejsce do omawiania ważnych spraw i problemów :-) Kamil jest uziemiony (albo
uwodowany :-) w jednym miejscu, nie ucieka, nie ma za dużo bodźców, jest mu
fajnie i jest chętny do rozmowy. W niedzielę w czasie kąpieli ustaliliśmy menu
na cały tydzień :-) A zaczęło się od tego, ile lat żyją ludzie, że mogą żyć
nawet ponad 100 lat, ale to zdarza się rzadko i najwięcej takich ludzi jest w
krajach azjatyckich, bo oni zdrowo się odżywiają i jedzą głównie ryż i ryby.
Tutaj przeszliśmy do kamilowych obiadów i ja zapytałam, czy frytki to jest
zdrowe jedzenie? Kamil nie mógł powiedzieć, że zdrowe, bo wie, że niezdrowe ale
nie zamierzał też głośno tego przyznać, więc tylko mruczał, jęczał i wydawał
różne inne dziwne dźwięki z dezaprobatą. W końcu doszliśmy do porozumienia, że
frytki będą tylko raz w tygodniu, w piątek. Dziś właśnie jest dzień ryby i
ryżu, a jako dodatek są małe kukurydze. Ryba została zjedzona jako pierwsza, a
reszta wciąż leży na talerzu. Dobre i to. Najważniejsze, że da się z nim
porozumieć i potem nie ma akcji protestacyjnej o frytki, bo dziś był zwykle ich
dzień :-) A ryż zawsze mogę mu dodać do zupy. W czwartek Kamil wyraził zgodę na
kluski śląskie z gotowaną marchewką :-) Ha, ha, już widzę, jak on je zjada :-)
wtorek, 10 grudnia 2013
niedziela, 8 grudnia 2013
100!
Obejrzałam finał
„Zwykłego Bohatera” . Z jednej strony powinnam się cieszyć, że wygrała matka autystycznego dziecka, że autyzm został dostrzeżony i być może spowoduje to wzrost świadomości autystycznej naszego społeczeństwa. Ale z drugiej strony bohater to ktoś, kto bezinteresownie robi coś dla innych ludzi. Czy można ją nazwać bohaterką, osobą wyjątkową? Dla mnie osobiście jest ona takim samym bohaterem jak tysiące matek niepełnosprawnych dzieci, które codziennie
walczą o ich zdrowie, terapię, leczenie i godne życie, które niejednokrotnie
poświęcają swoje ambicje i plany zawodowe, żeby zajmować się chorym dzieckiem,
co biorąc pod uwagę polskie realia, już samo w sobie jest dla mnie wielkim
bohaterstwem.
Pani Radomska
została zgłoszona do programu przez własną matkę, niewiele było wcześniej
wiadomo o niej samej, ani o założonej przez nią fundacji, ani o jej
działalności (poza promowaniem jej książki). Na stronie fundacji nie znalazłam
żadnych danych kontaktowych (na stronie konkursu jest jedynie podany mail),
żadnego adresu siedziby ani numeru telefonu, żadnych informacji dotyczacych podopiecznych, jeden prosty schemat dotyczący terapii. W ogóle cała strona jest dość
lakoniczna i mało informatywna. Dieta, którą pani Radomska stosowała i opisała
w swojej książce, nie wnosi nic nowego, nie jest żadnym odkryciem nowatorskiej
metody leczenia autyzmu, to jest zwykłe leczenie biomedyczne i zdrowe
odżywianie, które wielu rodziców stosuje od dawna (łącznie ze mną). Nie czytałam książki, znam ją tylko z opinii i
recenzji innych czytelników, więc nie będę się szczegółowo wypowiadać (jeśli
ktoś miałby jej pdf, to chętnie się zapoznam z samej ciekawości, bo płacić 35
zł nie zamierzam!). Nie widzę tutaj
więc żadnej inicjatywy godnej nazwania jej bohaterską postawą. Oby czas pokazał, że zasługuje na ten tytuł i naprawdę zrobi coś dobrego dla innych pomagając bezinteresownie, jak na bohatera przystało.
Co do leczenia
biomedycznego, to nie jestem jego przeciwniczką, sama stosuję u Kamila dietę i
suplementy, bo uważam, że dieta może poprawić funkcjonowanie dziecka.
Wprowadzenie diety było poprzedzone badaniami, które wykazały, że korzystne
byłoby zastosowanie diety bezmlecznej i bezglutenowej. Nigdy natomiast nie
byłam u żadnego lekarza Dan, nie stosowałam żadnej chelatacji i innych tego
typu metod, bo uważam, że mogą one bardziej zaszkodzić niż pomóc. Stawiam
natomiast na zdrowe odżywianie zdrowymi produktami wysokiej jakości (na tyle,
na ile się da).
środa, 27 listopada 2013
99.
Nie lubię
listopada. Nadal bez pracy. Ogłoszeń nie za wiele, chyba nie ten czas. Nic mi
się nie chce.
Od prawie 2 tygodni
jestem uziemiona w domu. Idąc do sklepu na prostej drodze zaczepiłam o coś,
skręciłam sobie lekko nogę i rabnęłam brodą o chodnik. Opuchlizna i wielki
siniak już prawie ustąpiły, noga też w porządku, jedynie nadgarstek wciąż
czuję, jak podnoszę coś cięższego. Z tego powodu musiałam odwołać wszystkie
lekcje jazdy i egzamin, który miałam zdawać jutro. Ten wypadek pomógł mi podjąć
też decyzję o rezygnacji z usług obecnego instruktora, który po 40 godzinach
jazd oświadczył, że moja jazda jest tragiczna i teraz nie wiem, czy to ja
jestem taka tępa i oporna czy to on jest takim kiepskim instruktorem. Na razie
odpuszczam, daję sobie czas na odreagowanie, bo już nawet nie było to dla mnie
przyjemnością. Egzamin przesunęłam na razie na koniec stycznia, więc po nowym
roku spróbuję pojeździć z kimś innym i wtedy zdecyduję, czy w ogóle do niego
podchodzić.
Kamiś zmienny
nastrojowo, czasem grzeczny i kumaty, innym razem włazi mu fijoł do głowy i
dopada głupawka. Oby do wiosny.
środa, 30 października 2013
98.
Jestem przyklejona
do ekranu komputera, zasypana CV-ami, listami motywacyjnymi, opisami mojego
doświadczenia zawodowego i umiejętności i co tam jeszcze. Po co im to wszystko?
I jak tu napisać o tym samym w różnych punktach, żeby wyglądało, że jest o czymś
innym? Dziś wysłałam jedną aplikację, jutro kolejną i wreszcie odpocznę do
ewentualnego zaproszenia na rozmowę kwalifikacyjną (mam nadzieję, bo naprawdę
się przyłożyłam do tych aplikacji :-) lub kolejnego terminu wysyłania
następnych aplikacji.
Kamiś więc nieco
zaniedbany terapeutycznie, na szczęście jeść i pić mu daję, więc nic mu nie
będzie przez te 3 dni, a jak pracy nie znajdę to na terapie też nie będzie
środków. Jutro jest strajk (tak, tutaj też się takie rzeczy zdarzają!) więc
szkoły są zamknięte i mam Kamila w domu przez cały dzień. Od kilku dni nie mówi
o niczym innym jak o Halloween, duchach, kościotrupach, zombi, czarnych kotach,
nietoperzach, każde pomieszczenie w naszym mieszkaniu jest gabinetem różnych
strasznych stworzeń, zajęcia w szkole też są w tym temacie, więc nie pozostaje
nam nic innego jak zrobić w weekend małą Halloweenową imprezkę, bo Kamil nam
nie przepuści :-)
poniedziałek, 28 października 2013
97.
Muszę się
pochwalić, że Kamil sam chodzi spać, sam się przebiera w piżamę, sam kładzie
się do łóżka, ja tylko przychodzę sprawdzić, czy założył prawidłowo czy
odwrotnie (taki nasz rytuał), daję mu buziaka, mówię dobranoc (na co on
odpowiada TAK) i wychodzę. Gdy zaglądam czasem podczas procesu przebierania
wygania mnie z pokoju! Mogę przyjść dopiero, jak on już leży w łóżku.
Może jak na 7-latka
to nie jest jakiś mega wyczyn, ale my bardzo długo walczyliśmy z zasypianiem i
nocnymi wybudzeniami Kamila, przeszliśmy chyba wszystkie etapy od leżenia z nim
w łóżku aż zaśnie, siedzenia przy łóżku aż zaśnie, siedzenia przy łóżku przez 5
minut ( z klepsydrą). Było budzenie się w nocy z płaczem, moje nocne wędrówki
do jego łóżka, budzenie się w nocy i przybieganie do mojego łóżka, zamiana
łóżkami, potem kołdrami, był nawet czas, gdy celowo zakładałam jemu moją
pościel, a sobie jego (więc spałam pod kołdrą z samochodami albo strażą
pożarną, gorzej było z czaszkami :-), żebym nie musiała wymieniać kołder w
środku nocy :-) Było zasypianie przy włączonej lampce oraz lampka paląca się
przez całą noc.
Teraz noce są w
zasadzie przespane w całości, przychodzi do mnie dopiero nad ranem, a czasem w
ogóle, śpi we własnej pościeli, sam zasypia w ciemności przy zasłoniętych
zasłonach i zamkniętych drzwiach. A ja już od 21.00 mam wolny i spokojny wieczór
:-)
czwartek, 24 października 2013
96.
Mamy powtórkę z
rozrywki, powrót do zachowań z przed 2 lat, choć ze sporo mniejszym nasileniem,
bez agresji i histerii, ale są krzyki, piski, wyrzucanie zabawek, zrywanie
rzeczy ze ścian, plucie, głupawka. Nowe okulary wróciły ze szkoły wygięte, a
wieczorem jeszcze Kamil rzucił je na podłogę i nadepnął na nie. W łazience
zasikał pół podłogi i przybiegł do mnie ze śmiechem, żebym zobaczyła, co jest w
łazience, jakby chciał się pochwalić, a jeszcze wczoraj mu tłumaczyłam, jak ma
to robić, żeby trafiało w odpowiednie miejsce. Krzyczał na mnie: wysoka matko!
Nie wiem, skąd mu się to wzięło, jakby w jakimś amoku był, a jak potem po
uspokojeniu się pytałam go, dlaczego tak do mnie mówił, to nie chciał o tym
rozmawiać. Tak jak nagle wszystko się zaczęło, tak nagle się uspokoiło.
Zastanawiam się, co może być tego przyczyną... Ostatnio Kamil zrobił się też
wrażliwszy na dotyk, na przykład zakładając mu koszulkę poprawiam rękaw, a on
płacze, dlaczego go uszczypnęłam, to samo przy zakładaniu skarpetek, pojawił
się problem z obcinaniem paznokci, czego nigdy wcześniej nie było. Nasiliły się
krzyki, piski i stymulacje w hałaśliwych miejscach, więc już w zasadzie nigdzie
nie chodzimy, na chrzciny jechaliśmy w słuchawkach wyciszających i był trochę
spokojniejszy. W szkole nie chce chodzić na lunch, bo twierdzi, że jest za
głośno w sali mimo, że panie zakładają mu tam też słuchawki na uszy, wcześniej
nie było z tym aż takiego problemu. Sama już nie wiem... Muszę pogadać o tym z
naszą terapeutką na najbliższym spotkaniu.
czwartek, 17 października 2013
95.
Już półmetek ferii.
Za oknem leje, więc głównie siedzimy w domu. Może mając samochód pojechalibyśmy
gdzieś, choćby do muzeum transportu czy centrum nauki, a tak to nawet z domu
się nie chce wychodzić, bo wszędzie daleko i z przesiadkami (tylko raz w
przerwie deszczowej udało nam się wybrać na soft-play).
Moje prawo jazdy,
sama nie wiem, mój instruktor twierdzi, że jeszcze nie powinnam zdawać
egzaminu, bo nie jestem gotowa, a uczę się już prawie 4 miesiące (nie mówiąc o
sporej kasie, jaką na jazdy wydałam). Zastanawiam się, czy jakaś oporna jestem
czy może instruktor za bardzo wymagający? Za dużo prawi morałów, a za mało
chwali...? Ja rozumiem, że musi zwracać mi uwagę na błędy, ale czasami czuję
się jak na kazaniu w podstawówce w stylu: tyle razy już mówiłem, a ty nadal
robisz to źle... Kiedyś myślałam, że umiem jako tako jeździć, potrzebuję tylko
dopracować szczegóły, a teraz mam wrażenie, że im dłużej jeżdżę, tym jest
gorzej. Staram się sprostać jego wymaganiom, ale odnoszę wręcz odwrotny skutek.
Ale czy da się jeździć idealnie, gdy jazdy są raz na 1,5 –2 tygodnie, bo
instruktor ma grafik zajęty na najbliższe 1.5 miesiąca? Mimo wszystko
zdecydowałam, że podejdę do egzaminu, może się uda? Jeśli nie, to chyba zmienię
instruktora...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
