poniedziałek, 2 lipca 2012

19.


W sobote bylismy na zakupach. Oczywiscie nic nie kupilismy, bo stanie w jednym sklepie dluzej niz minute to dla Kamiasia zbyt duzo, zaczely sie jeki, gadanie bzdur, wymyslanie problemow, wiec czym predzej trzeba bylo sie z centum handlowego ewakuowac. Okazalo sie, ze obok jest rozstawione mini wesole miasteczko, wiec my z Kamisiem utknelismy tam, a Darek w tym czasie spokojnie przeszedl sie po sklepach. Zwykle unikamy jezdzenia na zakupy z Kamisiem, ale czasami robimy kolejna probe, a moze tym razem bedzie lepiej. Wydaje mi sie, ze kiedys bylo latwiej, byl bardziej cierpliwy i dluzej wytrzymywal, nawet dalo sie czasami z nim cos przymierzyc. Teraz ubrania kupuje mu sama na rozmiar, mierze dopiero w domu po dlugich namowach, jak cos nie pasuje to bez problemu mozna oddac albo wymienic.
Kilka dni temu Darek obiecal Kamisiowi ksiazke o samolotach, wiec odwiedzilismy przy okazji ksiegarnie. Ksiazki o samolotach nie znalezlismy, ale trafilismy na dzial edukacyjny dla dzieci, gdzie wpadla mi w oko ksiazka o budowie ludzkiego ciala. Jak Kamis ja zobaczyl to juz nie bylo mowy o odstawieniu jej na polke, zaczal jeczec, ze on musi miec te ksiazke, bo nie bedzie wiedzial, jak jest zbudowane jego cialo :-) No i trzeba bylo ja kupic. Rzeczywiscie jest bradzo fajna, ma duze kolorowe obrazki, przekroje przez rozne narzady, krotkie objasnienia i otwierane okienka. Kamis studiuje ja juz trzeci dzien i wciaz lapki lataja :-) A najciekawsza jest produkcja kupy... I przez to ksiazka stala sie dyzurna ksiazka lazienkowa :-)
 

środa, 27 czerwca 2012

18.


Kamis ma wakacje, chodzi spac o 23.00, a wstaje o 9.00 rano, przez co my mamy bardzo skrocone wieczory. Probuje go przestawic, ale opornie to idzie, nie mam sumienia budzic go wczesniej, chocby o 8.00, gdy sama wstaje, jak tak slodko spi. W moim lozku zreszta. Przestal wolac mnie w nocy, tylko sam przybiega i pakuje sie do lozka :-) Opanowuje moja poduszke i wiekszosc koldry, a ja spie bez poduszki przyklejona do sciany :-( Czasami wstaje i przynosze sobie jego posciel (on w moim lozku spi wylacznie pod moja koldra i na mojej poduszce), ale odkad sam zaczal do mnie przybiegac najczesciej nie chce mi sie ruszac z lozka.
Wczoraj wieczorem stwierdzilam, ze chyba pora zrobic przemeblowanie w salonie :-) Juz mi sie znudzil obecny uklad, a czasami takie nawet zwykle przestawienie mebli wnosi cos nowego, moze bedzie fajniej. Darek jest dosc oporny na wszelkie zmiany, jemu sie podoba tak jak jest, wiec poki co powiedzialam mu, ze to na razie tylko taki luzny pomysl, zeby mu dac czas na oswojenie sie z nim. Poza tym przedstawilam mu wizje zakupu nowej szafki pod telewizor tak, zeby sprzet, zamiast tloczyc sie w ciasnej szafce jeden na drugim stal sobie swodobnie kazdy na oddzielnej poleczce :-) Jest dosc przewrazliwiony na jego punkcie (szkoda, ze o inne rzeczy tak dobrze nie dba :-), wiec moze da sie skusic. No, ale na nowy telewizor to namowic sie na pewno nie dam, bo juz zaczal cos o tym przebakiwac :-)
A Kamis zostal zdegradowany czyli ponownie zostal przedszkolakiem :-) Przez lipiec bedzie tam chodzil na pol dnia, bo my oboje pracujemy i nie ma kto sie nim zajac w tym czasie. A pod koniec lipca lecimy do Polski, pierwszy raz po 3 latach, a wracamy 2 dni przed rozpoczeciem nowego roku szkolnego.
 

poniedziałek, 25 czerwca 2012

17.



No i dotrwaliśmy do końca roku szkolnego :-) Dziś Kamiś jest ostatni dzień w szkole. Wprawdzie zakończenie roku jest dopiero w środę, ale dyrektorka stwierdziła, że lepiej będzie jak Kamiś już nie będzie przychodził, jest dużo zamieszania, hałasu, a to dla niego nie jest dobre. Może to i lepiej. Dziś rano już mi marudził, że nie chce iść do szkoły. Doczekał się wreszcie swoich pierwszych prawdziwych wakacji :-) Jeszcze tylko jutro ja albo Darek wybierzemy się do szkoły z podziękowaniami dla nauczycielek i pożegnamy mury szkoły. A od sierpnia nowa szkoła, nowe nadzieje, oby na lepsze. No coż, miało być trochę inaczej, ale życie pisze swoje własne scenariusze, o czym mi po raz kolejny dosadnie przypomniało...

czwartek, 7 czerwca 2012

16.


Strasznie mi sie nie chcialo isc na ten koncert, bo wciaz mialam katar i ataki kaszlu, ale nie bylo wyjscia, bo bilety zostaly zakupione wczesniej, a nikt wiecej z Kamisiem nie mogl tam pojsc. Mielismy miejsca na balkonie, bo chcialam, zeby bylo bardziej atrakcyjnie dla Kamisia, ale nawet dobrze sie zlozylo, bo wiekszosc ludzi siedziala na dole i tam byl najwiekszy halas, a na gorze bylo malo ludzi, wiec bylo spokojniej, kolo nas siedzialy dwie bardzo grzeczne dziewczynki, ktore nie robily absolutnie zadnego halasu, chyba najwiekszym halasnikiem byl tam Kamis :-) Bylismy kilkanascie minut wczesniej, Kamis ogladal i zachwycal sie wszystkim, szczegolnie swiatlami, bo byl pierwszy raz w takiej sali koncertowej. Chcialam zrobic kilka zdjec, wiec zajelam sie aparatem, a Kamis doslownie w sekunde wyrzucil okulary z balkonu. Wkurzylam sie, bo tyle razy mu powtarzalam, ze nie wolno wyrzucac ani wyginac okularow, ale to jest chyba silniejsze od niego. Do rozpoczecia koncertu zostalo kilka minut, wiec stwierdzilam, ze jest za malo czasu, zeby schodzic na dol przez pol filharmonii i szukac tych okularow, ktore do tego nie wiadomo, gdzie spadly, postanowilam, ze poszukamy po koncercie, najwyzej pojda na straty. Kamis oczywiscie wpadl w lekka histerie okularowa, najpierw kazal mi isc po okulary, potem chcial isc sam i patrzec na mnie siedzaca na balkonie z dolu, w koncu jakos sie uspokoil. Skupilam sie juz tylko na nim, zeby znow nie zrobil czegos glupiego. Zaczal sie koncert, ktos patrzacy z boku na Kamisia zobaczylby cieszace sie dziecko, swietnie bawiace sie na koncercie, rece lataly bezustannie gora-dol, ale jakby tak przysluchal sie temu, co Kamis mowi, to uslyszalby, ze powod radosci bynajmniej nie jest zwiazany z koncertem... Kamis gadal wciaz o okularach, trwalo to tak z pol godziny, a radosc wynikala z mysli, ze okulary sa na pewno na scenie, za kurtyna i my tam potem pojdziemy :-) Jak znudzil mu sie temat okularow, to zaczal sprawdzac, czy da się polizac własny lokiec (to ostatnie egzystencjalne wyzwanie Kamisia, wczesniej w domu juz kilka razy zadawal mi to pytanie i probowal), a kiedy sie okazalo, ze nie bardzo, kazal mi lizac :-) W miedzyczasie odwiedzilismy toalete, wiec byla chwila odpoczynku, a ostatnie kilkanascie minut spedzil na moich kolanach przytulajac sie i kazac sie sciskac jak najmocniej. Jakos wytrwalismy do konca, nawet nie bylo tak zle. Wychodzac zaszlismy jeszcze na dol poszukac okularow i okazalo sie, ze ktos oddal je bileterowi przy wejsciu, wiec byly cale i zdrowe na szczescie dla Kamisia, bo juz mialam wizje, ze spadly na podloge i zostaly rozdeptane przez biegajace dzieci :-) No i tak wygladal nasz koncert. Kamis zapewne niewiele skorzystal, jeszcze mniej pamieta, ale zawsze to cos innego od codziennej rutyny i mam nadzieje, ze mial choc troche przyjemnosci, chociazby zachwycajac sie sala, swiatlami  i zastanawiajac sie, czy mozna wejsc na sufit :-)

PS. Egzamin zdany :-)

środa, 6 czerwca 2012

15.


Rano mam egzamin na prawo jazdy, a przez te choroby nawet nie miałam zbyt dużo czasu i natchnienia, żeby sobie co nieco przypomnieć. No nic, co będzie to będzie. Potem w pracy napisze o wczorajszym koncercie, okularach i lizaniu łokcia :-)

wtorek, 29 maja 2012

14.


Chora jestem. Chyba mi te szkockie upały nie posłużyły. Albo za dużo lodów zjadłam. Kamiś w piątek wrócił ze szkoły z katarem, u niego w zasadzie na tym się skończyło, a mi bakcyle rzuciły się na gardło. Starość nie radość, to i choroby przechodzi się gorzej. Już w niedzielę zaczęło mnie pobolewać gardło, a dziś już prawie głos straciłam, więc jutro chyba sobie odpuszczę pracę, zresztą od czwartku i tak wzięłam wolne, bo dzieci mają ferie w szkole i wszyscy świętujemy Jubileusz Królowej aż do wtorku :-) Teoretycznie. Kamiś bezczelnie wykorzystał dziś to, że krzyczeć na niego nie mogę i narobił w majtki ! Komputer został skonfiskowany! Pewnie mu jutro oddam, bo przynajmniej sam się sobą przez chwilę zajmuje przy komputerze, bo tak to gada, gada i gada i jeszcze wymaga, żeby mu odpowiadać po raz kolejny na te same pytania i przytakiwać i śmieje się, że mówię do niego szeptem. Kupiłam sobie różne specyfiki i będę się kurować. Podejrzewam, że to wirusowe, bo bez gorączki i z katarem, więc póki co do lekarza nie idę, bo paracetamol to mogę sobie sama przepisać.

czwartek, 24 maja 2012

13.


Chyba dobra passa Kamisia sie skonczyla. Ostatnio znow stal sie bardziej agresywny, zlosliwy, jeczy, placze albo krzyczy bez konkretnego powodu, co bardzo latwo moze przejsc w histerie, a ja wciaz nie wiem, jak sobie z tym radzic, sama zaczynam sie denerwowac, bo cokolwiek powiem on i tak jest niezadowolony. W dzienniczku szkolnym tez mniej pozytywne wpisy, znow wiecej jest gorszych dni niz dobrych. Dobrze, ze jeszcze miesiac i zakonczenie roku, moze w tej nowej szkole bedzie troche lepiej funkcjonowal.

Tak sie zastanawialam, ze moze ta zmiana zachowania Kamisia jest zwiazana ze zmianami, jakie zachodza wokol niego, ktore niby wydaje sie, ze nie maja wiekszego znaczenia, ale gdzies tam jego podswiadomosc czy mozg rejestruje je. Do tego dochodza codzienne problemy w szkole, bo halas, swiatla, duzo dzieci, pani czegos wymaga, a on nie chce i  w pewnym momencie juz nie umie sobie z tym natlokiem bodzcow poradzic i wybucha agresja. Zwykle jest tak, ze rano Kamis jest z Darkiem, ktory zaprowadza go do szkoly i idzie do pracy, a po poludniu ja go odbieram i jestesmy sami az do wieczora, bo Darek wraca jak Kamis juz spi, a weekendy sa wspolne. Ale ostatnio ten rytual zostal zaburzony. Darek najpierw 2 czy 3 weekendy pod rzad pracowal, a potem mial tydzien wolnego, wiec byl w domu popoludniami i znow kolejny weekend pracujacy. Do tego ciocia przestala go odbierac ze szkoly, bo wrocila do pracy (zmiana zachowania na lepsze w lutym zbiegla sie w czasie, gdy ciocia zaczela po niego przyjezdzac do szkoly). Moze za duzo tych zmian w jednym czasie, sama juz nie wiem, ale przeciez czasami sa one nieuniknione, staramy sie zawsze przygotowywac Kamisia do nich, ale niestety nie zawsze to dziala.

Kilka dni temu wracalismy po szkole do domu, doszlismy do swiatel, ktore akurat zmienily sie na czerwone, wiec Kamis w krzyk, ze on nie chce czekac tylko isc. Zaproponowalam mu, ze jak chce to mozemy pojsc inna droga, chociaz jest troche dluzsza i padal deszcz, ale wolalam to niz ewentualna jego histerie. Zgodzil sie i nawet ucieszyl, ze bedzie prowadzil nas do domu. Nie byla to trasa zupelnie mu nieznana, bo chodzilismy juz tamtedy wiele razy. Czesc trasy to byla droga do przystanku autobusowego, skad jechalismy do naszego poprzedniego domu, a druga czesc za rondem to nasza obecna trasa z przystanku do domu. Ale juz jak dochodzilismy to zaczely sie problemy, bo nie ma swiatel dla ludzi i on chce wracac i isc normalna droga, zaczal mi uciekac i krzyczec. Stanowczo mu odmowilam i zaciagnelam prawie sila do domu. Potem przez kilka kolejnych dni co jakis czas przypominalo mu sie, ze szlismy inna droga bez swiatel, bylo to nawet kiedys pierwszym pytaniem po obudzeniu. Nigdy nie mam pewnosci, ktore rozwiazanie jest lepsze. Chcac zapobiec jednej histerii wywolalam jeszcze wieksza. To dla mnie nauczka, ze jednak lepiej trzymac sie starych utratych szlakow.