czwartek, 18 kwietnia 2013

71.


Wyjazdy nie wpływają dobrze na Kamisia. Od powrotu z Polski nie możemy się jakoś wbić w nasz rytm. Kamiś ma głupawki, wrzeszczy, krzyczy, piszczy, wymusza, nie chce słuchać muzyki. Ja też jestem rozdrażniona, mam przez to mniej cierpliwości i nic mi się nie chce. Do tego pogoda nie nastraja optymistycznie, wiosna się ociąga z nadejściem, drzewa wciąż bezlistne, wczoraj cały dzień lało, dziś słońce wyjrzało zza chmur, więc połaziłam sobie trochę po mieście. 
Powoli wracamy do diety, bo w Polsce nieco mu odpuściliśmy, suplementów też nie dostawał regularnie, może stąd to zachowanie, sama nie wiem.
Mam nadzieję, że szybko się to wszystko unormuje, bo jestem tym wszystkim po prostu zmęczona, niby miałam urlop, ale odpoczynkiem tego nazwać się nie da, paradoksalnie bardziej odpoczywam w pracy, szczególnie jak mam jej dużo i nie mam czasu na myślenie.

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

70.

Wrocilismy cali i zdrowi (mam nadzieje, bo cos mnie dzis gardlo drapie). Pierwszy raz lecielismy nocnym lotem i wiecej nie zamierzamy tego powtarzac. Kamis nam przysnal, a po obudzeniu tuz przed ladowaniem wpadl w histerie i postanowil plakac cala droge do domu informujac nas, ze przestanie dopiero w swoim lozku. Proby uspokajania go przynosily wrecz odwrotny skutek, zadne tlumaczenia, ze jego placz nic nie zmieni, nie dzialaly, nawet lez nie dal sobie wytrzec, potem to juz zmuszal sie do placzu, siedzial z wykrzywiona buzia i jeczal, w samochodzie znow przysnal, a w domu chcac uniknac kolejnej histerii szybko rozebralismy go (sami jeszcze w butach i kurtkach) i natychmiast zapakowalismy do lozka. Potem ratowalismy rybki z letargu, bo temperatura w mieszkaniu spadla do 13 stopni, wlaczylismy ogrzewanie, oswietlenie akwarium, nakarmilismy je i dopiero zaczely troche zwawiej plywac. Potem dopiero moglismy sie zajac soba, a byla juz prawie 2 w nocy.
Ladowanie bylo chyba najgorsze z moich dotychczasowych kilkunastu lotow, byl silny wiatr, wiec hustalo samolotem na wszystkie strony. Do tego swiatla w kabinie byly zgaszone, wiec przelatujace za oknami oswietlone silnymi swiatlami zewnetrznymi chmury wygladaly jak z jakiegos filmu katastroficznego. Bylam wiec w duzym stresie, ktory dodatkowo potegowal placz i marudzenie Kamisia. Odetchnelam dopiero jak samolot dotknal ziemi.
Ja juz dzis jestem w pracy, natomiast Kamisiowi zrobilismy wolne od szkoly, wiec idzie dopiero jutro. A po poludniu czeka mnie rozpakowywanie, pranie, sprzatanie i powolny powrot do naszej codziennosci.

niedziela, 7 kwietnia 2013

69.

Od środy jesteśmy w Polsce. Zostawiliśmy wiosnę w Szkocji i wpadliśmy w zimę, z czego najbardziej zadowolony jest Kamiś, bo może brodzić w śniegu i zajadać się nim :-) 
Lot spokojny, ale podróż z przygodami. Zaliczyliśmy wizytę w Zielonej Górze, a teraz jesteśmy na Śląsku. Od wtorku przez trzy dni mamy wizyty w Opolu i diagnozowanie Kamisia.
Kamiś tym razem znacznie lepiej zareagował na wyjazd niż w poprzednie wakacje, nie było większych histerii, przynajmniej na razie, fajnie się bawił z 3-letnim kuzynkiem, głaskał kota! Teraz szaleje z innym kuzynem, 5-latkiem i sam nakręca zabawę, dziś sam karmił chomika, co dla mnie jest pozytywnym zaskoczeniem, bo wcześniej to nawet dotknąć go nie chciał. 
Jak na razie więc wrażenia pozytywne,oby tylko pogoda się poprawiła i zrobiło się wreszcie wiosennie. 

Pozdrawiamy!

sobota, 30 marca 2013

68.


Kamiś dziś wieczorem załapał koncept Świąt Wielkanocnych, po tym, jak go siłą niemal odciągnęłam od komputera, żeby pomógł mi kolorować jajka. Od tamtej pory o niczym innym nie mówi :-) Namalował kartkę powitalną, którą przykleiliśmy na drzwiach. Stwierdził, że może wreszcie polubi jajka :-) Oj, to chyba będzie trudne. Oczywiście czeka na prezent od Zajączka twierdząc, ze absolutnie był bardzo, bardzo grzeczny  :-) A i jeszcze dziś o północy mają mu się śnić święta, pisanki i zajączki :-) Teraz nie może zasnąć, bo tak jest podeskcytowany.

U nas więc świątecznie, choć ja nie bardzo czuję te święta, bo głowę mam zaprzątniętą  głównie naszym wyjazdem do Polski i diagnozowaniem Kamisia.

Godz. 0.30 - Kamis wciaz nie spi, krzyczy, ze bedzie dzis cala noc harcowal, ze jest harcerz. Dzis jest Wielkanoc czy Sylwester??



Życzymy Wam zdrowych, spokojnych, rodzinnych Świąt!

czwartek, 21 marca 2013

67.


Dziś pierwszy dzień wiosny i za oknem wreszcie wiosennie, choć jeszcze 2 dni temu padał śnieg. Na ciepełko musimy jeszcze trochę poczekać, ale to, że nie pada i świeci słońce już daje pozytywną energię.
Mamy potwierdzenie kwietniowych wizyt w Prodeste, bilety zakupione, więc lecimy do Polski zaraz po świętach. Przyszły tydzień zapowiada się intesywnie, przede wszystkim dla mnie, we wtorek mamy przekładaną od grudnia wizytę u okulisty (okulary jak na razie sprawdzają się genialnie :-), w czwartek wywiadówka w szkole (zobaczymy, co nasz gagatek nabroił), a w piątek mam wywiad przez Skype przed diagnozowaniem Kamisia. Jest to dla nas wygodne, bo zaoszczędzimy w ten sposób jeden dzień i obie diagnozy: kliniczną i funkcjonalną uda się zrobić w ciągu 3 dni.
Przygotowując sie do tego wywiadu przeglądam moje zapiski, które robiłam od urodzenia Kamisia, więc mam jakby na żywo zapisane jego zachowania, sytuacje, postępy, zapiski robione bez obciążenia myślami o autyzmie, więc są wiernym obrazem tamtej rzeczywistości, który jednak nieco zmienił się w mojej głowie przez lata. Oj, gdybym wtedy wiedziała, do czego one mi się kiedyś przydadzą... Teraz czytam je i analizuję już wiedząc o autyzmie i mimowolnie szukam symptomów... Przeglądam też nagrania z okresu do 3 roku życia Kamisia (muszę sklecić krótki filmik przeglądowy) i widzę wesołego, ruchliwego łobuza, który zaczepia blondynki na ulicy albo w tramwaju, daje nura do damskiej przebieralni, zachwyca się księżycem, karmi pieska na niby, a prawdziwego wilczura próbuje złapać za nos, sam zajada łyżką zupę, wspina się na najwyższe zjeżdżalnie, płacze nad losem biednej mamy Tomcia Paluszka...
Podoba mi się takie podejście do diagnozowania, dokładne z analizą filmów, bo przecież człowiek nie jest w stanie obiektywnie odtworzyć zachowania dziecka sprzed kilku lat, tym bardziej, że dla nas to zachowanie było wtedy całkowicie normalne. 

poniedziałek, 11 marca 2013

czwartek, 7 marca 2013

65.


Wreszcie wrócił spokój, skończyły się imprezy urodzinowe, Kamiś się obłowił w prezenty, tylko teraz przydałoby się jego pokój powiększyć, bo nie ma już gdzie tych zabawek trzymać :-) Chyba trzeba się będzie wziąć za porządne porządki.
Matka sobie wymyśliła, że upiecze tort bezglutenowy, bezmleczny i bezcukrowy :-) Znalazłam w necie odpowiedni przepis, zrobiłam ciasto, upiekłam, nawet ładnie wyrosło, ale po przekrojeniu okazało się, że jest totalny zakalec! Szybka decyzja, robię nowe ciasto. Tym razem już nie kombinowałam, wzięłam przepis na zwykły biszkopt, tylko mąkę dałam bezglutenową (kiedyś robiłam biszkopciki i wyszły jadalne, dlatego zdecydowałam się zaryzykować). Cukier dałam już jednak zwykły, ale trzcinowy, nierafinowany, nie odważyłam się zastąpić go stewią. Krem zrobiłam z mleka kokosowego zagęszczonego agarem z wanilią i syropem z agawy, wyszedł całkiem smaczny, tylko dość luźny, następnym razem muszę dać nieco więcej agaru niż jest podane w przepisie. Na wierzch zrobiłam polewę czekoladową z karobem, olejem kokosowym (można go zastąpić masłem klarowanym), syropem daktylowym i wanilią, była chyba nawet smaczniejsza niż zwykła polewa czekoladowa, a na pewno o wiele zdrowsza. Kamiś upewnił się tylko, że jest odpowiedni napis na torcie i liczba 7 :-) Po zdmuchnięciu świeczek dostał pierwszy kawałek, poskubał trochę, masę kokosową wypluł, wyjadł natomiast całą czekoladę i tym zakończył konsumpcję tortu :-)