Kamiś ostatnio trochę się uspokoił, choć histerie wciąż się pojawiają. Ostatnia wczoraj, gdy mieliśmy isć do ogródka. Zwykle nie pytam go, czy chce gdzieś iść, bo wiem, że powie nie, tylko ubieram go i komunikuję mu, że wychodzimy i najczęściej nie ma problemu. W sobotę poszliśmy wszyscy troje do parku i na plac zabaw, tata został po krótkim czasie wygoniony przez Kamisia, więc zostaliśmy sami i było nawet ok, spędziliśmy tam chyba z 1.5 godziny, bo pogoda była super, taka prawie "polska" złota jesień. Natomiast wczoraj jak tylko Kamiś zorientował się, że jest ubierany do ogródka (wcześniej pochłoniety był gadaniem) podniósł wrzask i z rykiem trzeba było go rozebrać, więc cały dzień przesiedzieliśmy w domu. W przyszłym tygodniu ma ferie w szkole, więc trzeba będzie coś zorganizować, bo nie wiem, jak przetrwamy siedząc cały dzień z nim w domu (ja na szczęście pracuję, więc tata będzie się z nim męczył :-)
Jesteśmy już po zebraniu w szkole. Kamiś dobrze się tam zaaklimatyzował, z nauką jakoś sobie radzi, najgorzej jest z pisaniem i rysowaniem, bardzo dużo gada w szkole i potrzebuje, albo raczej poszukuje, ciągłej uwagi nauczycielki do tego stopnia, że potrafi wyganiać inne dzieci z klasy (jest ich 6-tka), ma swoje ataki złości, czasem ucieka z klasy, ale panie są tam przeszkolone i wiedzą, jak sobie radzić, kiedy zignorować zachowanie, a kiedy pochwalić, ma też swoje stymulacje i nadwrażliwości (chodzi na lunch i basen w słuchawkach na uszach :-), nad którymi nie bardzo wiem, jak pracować, no i nie ma żadnych przejawów agresji, co było największym problemem w poprzedniej szkole. Ogólnie jesteśmy zadowoleni ze zmiany szkoły, tutaj Kamiś ma szanse na w miarę normalny rozwój i naukę, zwykła szkoła, nawet z asystentem niestety nie sprawdziła się, przynajmniej na tym etapie.
Kiedyś wydawało mi się, że integracja z dziećmi jest najważniejsza, że inaczej Kamiś nie nauczy się funkcjonować w społeczeństwie, ale teraz widzę, że to dla niego jest po prostu męczarnia, ten natłok głosów, ruchu, on nie szuka kontaktu z grupą, grupa mu zwyczajnie przeszkadza, ale już kontakt z jednym czy dwójką dzieci idzie mu łatwiej. Nie każdy musi być w życiu duszą towarzystwa, ważniejszy jest spokój i zadowolenie, nic na siłę.
